Dlaczego kupiłem MacBooka Pro… i zrobiłbym to ponownie

31 marca 2017
31 marca 2017 Norbert Suski

Dlaczego kupiłem MacBooka Pro… i zrobiłbym to ponownie

Minął ponad rok od czasu, kiedy przesiadłem się na sprzęt od Apple, więc jestem w dobrej pozycji do tego, aby dokonać analizy plusów i minusów tego rozwiązania. Tak, minusy też będą – niniejszy wpis nie jest pieśnią pochwalną na cześć nadgryzionego jabłka.

Wbrew pozorom powody, dla których kupiłem MacBooka Pro i powody, dla których zrobiłbym to ponownie są różne.

Dlaczego kupiłem MacBooka Pro?

Ponad rok temu przeczesywałem rynek laptopów w poszukiwaniu czegoś do domu i jednocześnie do pracy (programowanie, fotografia). Nie skłamię, jeśli napiszę, że trwało to dobrych kilka miesięcy zanim w końcu zdecydowałem: kupię MacBooka Pro. Wersja 13″, z dyskiem SSD o pojemności 256GB, na pokładzie i5 2,7GHz, zintegrowana grafika Intel Iris i 8GB pamięci operacyjnej. W cenie 6500 polskich złotych. Podsumowując: miłośnicy wyciskania 4K w 60fps właśnie płaczą kiedy to czytają. Bez szaleństw.

Dlaczego więc zdecydowałem się wydać jednak niemały woreczek pieniędzy na taki sprzęt? Zanim przejdziemy do aspektów praktycznych: dużo się mówi o tym, że sprzęt Apple to lans – i trochę się z tym muszę zgodzić, bo sama chęć posiadania czegoś z jabłkiem również i u mnie działała. Nie był to oczywiście czynnik decydujący. Co więc było decydujące?

Kiedy coś kupuję, chcę, żeby to było dobrze wykonane. Przede wszystkim dlatego, że chcę, aby mi to służyło dłuższy czas, a sam też staram się dbać o sprzęt – mój pierwszy laptop, który dostałem w liceum (11 lat temu? Jakiś z serii HP Pavilion) wyzionął ducha 2-3 lata temu, kolejny – kupiony w 2008 roku, Lenovo IdeaPad Y530 – po dziś dzień działa i dzielnie służy, kiedy laptopy moich znajomych rozpadały się (dosłownie) na kawałki po 2-3 latach użytkowania, a były tak naprawdę niewiele tańsze. Wysoka jakość wykonania MacBooka Pro jest obiektywnie niezaprzeczalna. Całość jest zrobiona ze szczotkowanego aluminium, ekran to jednolita tafla szkła. Nic nie trzeszczy, nic nie piszczy – sprzęt, choć trochę brudniejszy, wciąż działa tak samo, jak działał po wyjęciu z pudełka. Koniec, kropka.

Rozmiar. Mobilność. Bateria. Wszystko w jednym, bo wiąże się ze sobą. Sprzęt o grubości 1,8 cm, wadze 1,58 kg i rozmiarami podobny do kartki A4. Najważniejszą jednak cechą sprawiającą, że mobilność to faktyczna zaleta jest to, że mogę zabrać go do pracy i programować na nim przez 8 godzin bez zabierania ze sobą ładowarki… a baterii starczy jeszcze na przeglądanie internetu wieczorem. 9-11 godzin na baterii to nie frazes ze strony Apple, to fakt (w dodatku autentyczny, hehe).

Monitor. Kto choć trochę popracował na Retinie wie, że przesiadka na „zwykły” monitor może grozić paraliżem oczu i zanieczyszczeniem biurka treścią żołądka. No dobra, odrobinę przekoloryzowałem, choć faktycznie praca z podłączonym monitorem FullHD nie jest najprzyjemniejsza kiedy wzrok lata od Retiny do zewnętrznego (QHD trochę ratuje sytuację). Obraz jest ostry jak brzytwa, jasny, nasycony. Spotkałem się również z opiniami, że jeśli jakiś monitor w laptopie w ogóle nadaje się do obróbki fotografii, to będzie to chyba tylko Retina, ale szczegółowych testów nie przeprowadzałem.

Klawiatura. To niby drobnostka, bo dla mnie klawiatura im cieńsza, tym lepsza. Taka właśnie jest w MacBooku.

Coś innego + „po prostu działa”. Powiem wprost – zaryzykowałem MacOS, bo miałem już dość Windowsa i ciągłego grzebania w nim (chyba na starość się zrobiłem po prostu wygodny). Czarę goryczy przelało zniknięcie (tak – zniknięcie) menu start (które potem automagicznie pojawiło się znowu). Chciałem sprawdzić, czy faktycznie używany przez wielu właścicieli sprzętu Apple tekst „to po prostu działa” jest prawdziwy, czy to tylko zwykły frazes. Uwierz lub nie, ale chyba jedyną rzeczą jaką „konfigurowałem” w moim MacBooku od wyjęcia go z pudełka była… tapeta. I rozmiar ikon w Docku (ten pasek na dole). Serio. Od wyjęcia z pudełka nie pamiętam też, aby kiedykolwiek zaliczył permanentną zwiechę. Ja mam taki fart, czy ten sprzęt faktycznie „po prostu działa”?

Powyżej wymienione czynniki zdecydowały o zakupie MacBooka Pro, a co się działo już po nim? Dlaczego twierdzę, że kupiłbym go ponownie? Jakie ma wady pośród licznych zalet?

Dlaczego kupiłbym go ponownie?

Zacznijmy może od wad, które zauważyłem ja, a nie te, które krążą po internecie. Typu: kupisz MacBooka, to będziesz używał przejściówek. Nie musiałem używać ani jednej, sorry.

Sprzęt Apple wcale nie jest intuicyjny. Nie wiem skąd się zrodziła taka opinia, chociażby o iPhonach, ale często mówi się: „Apple robi sprzęt dla głupich amerykanów, więc on musi być prosty”. Powiem więcej – ten sprzęt jest strasznie nieintuicyjny. Jeśli dobrze pamiętam, ani do MacBooka, ani do iPhona nie dostałem instrukcji obsługi, tylko prościutkie „Quick Start” jak włączyć telefon i do czego służą przyciski. iPhone dla przykładu ma masę przydatnych opcji, których odkrycie wymaga przeglądnięcia tutoriali w necie, albo jest po prostu dziełem przypadku (kto wie, że potrząśnięcie telefonem podczas pisania pozwala cofnąć edycję?). Żebyście mnie źle nie zrozumieli – ja nie mam z tym problemu, bo jestem typem człowieka, który lubi grzebać w sprzęcie na każdy możliwy sposób bez instrukcji i odkrywać co tam w środku siedzi (w środku – w sensie w działaniu, nie rozkręcając go). Ale np. moja Żona po prawie roku nie wiedziała, że trzema palcami przesuwa się na boki, aby przełączać ekrany. W iPhonie kumpla caps lock nie był domyślnie włączony (nie dało się go podczas edycji tekstu włączyć) – trzeba było taką opcję (!) włączyć w ustawieniach. Takich smaczków jest naprawdę bardzo dużo.

Sprzęt Apple jest drogi. I to jest fakt, nawet nie ma sensu temu zaprzeczać. Każdy powinien sobie sam odpowiedzieć, czy sprzęt z nadgryzionym jabłkiem ma wystarczająco dużo innych zalet (poza oczywiście słabszymi podzespołami za podobną cenę), aby wydać na niego pieniądze.

Polacy są konsumentami drugiej kategorii. No niestety, ale zapomnijcie o udogodnieniach jakie daje Siri na MacBookach czy iPhonie. Jasne, że zdarza mi się używać Siri np. po to, żeby kontynuowała odtwarzanie muzyki, czy zmianiła piosenkę na następną kiedy prowadzę auto. Ale to jest w zasadzie wszystko, bo Siri nie obsługuje polskich nazw własnych – zapomnijcie o nawigowaniu, pisaniu wiadomości i innych udogodnieniach.

Problem z dyskami zewnętrznymi w formacie NTFS. To w zasadzie pierwszy poważny problem z jakim się zetknąłem przy użytkowaniu MacBooka Pro. Problem polega na tym, że bez problemu z takiego dysku odczytamy dane, ale ich zapis nie jest już sprawą taką oczywistą. W przypadku pendrive’ów problem udało się rozwiązać formatując je do exFAT – wtedy zarówno stacjonarka z Windowsem jak i MacBook umiał w pełni obsługiwać pamięć flash. Ale co zrobić, kiedy mam dysk zewnętrzny na backupy, na którym mam 900GB danych? Przenoszenie takiej ilości danych na inny dysk po to, aby go sformatować to katorga. Rozwiązaniem jest soft zewnętrzny ‚Paragon NTFS for Mac’ – oczywiście płatny, ja na szczęście dostałem go z dyskiem Seagate, ale działa tylko dla dysków tego producenta. Są też jakieś obejścia wymagające grzebania w plikach konfiguracyjnych MacOS, ale czy to jest intuicyjne? Czy to jest proste dla zwykłego usera? Chyba nie.

Na MacBooku nie pograsz (we wszystkie gry). Pomijając już to, że od grania mam konsolę, a MacBooka nie kupowałem z myślą o graniu, to jest to solidny argument. Z 87 gier w mojej bibliotece na Steamie jedynie 43 mógłbym uruchomić na Maku. Czyli mniej więcej połowa idzie do piachu, gdybym całkowicie się przesiadł na MacBooka (używam jeszcze stacjonarki z Windowsem do montażu filmów). I umówmy się – połowa gier to nie „w nic nie pograsz”, zachowajmy rozsądek w opiniach.

To chyba wszystkie wady jakie mi się nasuwają na myśl po roku użytkowania MacBooka Pro. Pora zastanowić się, co sprawia, że jednak kupiłbym go dzisiaj ponownie, a o czym nie wiedziałem przed zakupem (dodaj sobie również zalety, które wymieniłem na początku do poniższej listy).

Przyjemność pracy na jednym monitorze. Od wielu lat nie byłem w stanie pracować (programować) na jednym monitorze. A jeśli był to monitor laptopa, to ból był o wiele większy. To się zmieniło wraz z Retiną i MacOS-em. O wiele szybciej jest mi przesunąć się gestem na inne Biurko (inny ekran/aplikację w fullscreenie) niż kursorem przenieść się na inny monitor. Dzięki temu praca programistyczna jest o wiele wydajniejsza i z obserwacji widzę, że dotyczy to również kolegów pracująch na MacBookach.

Touchpad. To co zrobiło Apple z touchpadem to jest magia. Podobnie jak z dwoma monitorami, tak tutaj nigdy nie używałem w laptopach touchpadów. Tutaj jest odwrotnie – nigdy nie podłączyłem myszki do MacBooka. Koleżanka kupiła myszkę Magic Mouse i po kilkunastu dniach i tak większość czasu pracowała na touchpadzie. Duży obszar roboczy (a w nowych MacBookach Pro jeszcze większy), niski skok przy naciśnięciu (które de facto nie jest mechanicznym naciśnięciem), czy Force Touch to ogromne zalety tego komponentu.

Urządzenia zewnętrzne. Pomijając te nieszczęsne dyski… podłączyłem zewnętrzną kartę dźwiękową do MacBooka, która zawsze wymagała ściągania i instalacji sterowników z neta na Windowsie. Tutaj po dosłownie kilku sekundach po prostu działała. Podobnie pamięci flash – użytkownik nie jest atakowany monitem o instalowaniu sterowników, tutaj po prostu zaczyna używać podłączonego sprzętu. Również tablet graficzny, którego używałem działa o wiele lepiej na MacOS-ie niż na Windowsie, gdzie jego niezawodna praca była chyba zależna od tego, jaka była faza księżyca przy uruchamianiu systemu.

Szybkość działania. Podzespoły nie są może zbyt mocne, ale szybkość działania całego systemu sprawiła, że zbierałem na początku szczękę z podłogi. Tu wychodzi zaleta pisania softu pod sprzęt, której niestety nie ma w przypadku Windowsa, który musi być możliwie najbardziej uniwersalny. Najciekawsze jest jednak to, że dzisiaj ten laptop chodzi tak samo szybko i niezawodnie jak na samym początku po wyjęciu z pudełka. Często dziwi też ludzi, kiedy mówię, że przez WiFi jestem w stanie bez problemu osiągnąć na 120Mbitowym internecie prędkość pobierania na poziomie 14MB/s (czyli blisko maksa). Zasługa dobrego modułu sieci bezprzewodowej?

Aktualizacje. Ręka do góry komu się zdarzyła sytuacja, kiedy szybko trzeba coś z kompa z Windowsem wysłać albo skopiować na pendrive’a, a tutaj zaskakuje nas aktualizacja systemu. Ileż razy jeszcze było tak, że aktualizacja nie przekraczała nawet 1MB, a wykonywała się parędziesiąt minut. W MacBooku większość aktualizacji dzieje się poza świadomością użytkownika, niczym w smartfonie. A jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby system odwalił jakąś samowolkę, którą wielokrotnie widziałem na Windowsie.

Programowanie. Powiedzmy sobie szczerze – jeśli myślisz o programowaniu aplikacji mobilnych na liczące się systemy, to jedynym słusznym (i najwygodniejszym) wyborem jest tutaj sprzęt z systemem operacyjnym od Apple. Do programowania apek na iOS-a musisz mieć jakiś dostęp do MacOS-a (Xamarin np. wymaga przynajmniej zdalnego dostępu do maszyny z tym systemem).

Ekosystem Apple. Sposób komunikacji między sprzętem od Apple jest niezaprzeczalnie ogromną zaletą, z której i ja również korzystam.

Ładowarka MagSafe. Już mi 2 razy uratowała laptopa przed szurnięciem o podłogę. Mogę jedynie się irytować, że w najnowszym modelu zrezygnowano z tej opcji na rzecz możliwości podłączania ładowarki z obydwu stron.

Mit o przejściówkach. Mam drukarkę, tablet graficzny, dyski zewnętrzne, telefon, zewnętrzne monitory. Nigdy mi się nie zdarzyło, abym potrzebował do czegokolwiek przejściówek. USB 3.0, port HDMI, czytnik kart SD, porty Thunderbolt kompatybilne z Mini-Displayport. To w zupełności wystarczy do obsługi wszystkich posiadanych przeze mnie urządzeń.

Mit o brakujących aplikacjach. Przez rok użytkowania nie spotkałem się jeszcze z aplikacją, której używałbym na Windowsie, a której nie miałbym na MacOS-ie.

Dla mnie powyższe wady i zalety są wystarczające, aby decyzja o ponownym zakupie MacBooka Pro była pozytywna. Sprawdź, przetestuj, zobacz czy i Tobie pasuje, a potem dziel się opiniami. Nie ma nic gorszego, niż 2-minutowe macanie sprzętu w sklepie i szerzenie opinii w stylu: „MacBooki są chujowe, bo są drogie”. True story.

ZapiszZapisz

Comments

comments

, , , , ,

Norbert Suski

Od ponad 7 lat zawodowo programista. Niespełniony filmowiec, muzyk i fotograf.